Aktualności

powrót do listy

ROZMOWA Z ANDRZEJEM SOŁTYSIKIEM

Polecane | Programy |
ROZMOWA Z ANDRZEJEM SOŁTYSIKIEM
DZIEŃ DOBRY TVN  Foto: TVN, EAST NEWS, TOMASZ URBANEK

NAJWAŻNIEJSZA W ŻYCIU JEST OPOWIEŚĆ.

ROZMOWA Z ANDRZEJEM SOŁTYSIKIEM

 

 

Zawsze wierzył w swoją pasję i nadal nie umie żyć bez kina. Mimo że nie skończył studiów z dyplomem, to jednak w pełni wykorzystał szansę na znakomity rozwój siebie. Od sprzedaży biletów w kinie przez reporterską pracę w radiu, aż po moc wyzwań ze strony telewizji TVP Kraków, Polsat i TVN – taką dotychczas przeszedł drogę. We wrześniu ponownie zagości w „Dzień Dobry TVN” i poprowadzi wydania codzienne w duecie z Anną Kalczyńską. Jak postrzega realizację programu? Które tematy interesują go najbardziej? Zawodowo nadal nie odpuszcza, z humorem, ale i nonszalancją oddaje się dziennikarskim zadaniom. Widzom ITVN przybliża natomiast zrealizowane projekty, opowiadając również o oczekiwaniach na przyszłość oraz uchylając rąbka tajemnicy na temat swojej przeszłości.


Z widzami dzieli się Pan swoją ogromną fascynacją. Skąd takie zamiłowanie do filmu?

Mam wspomnienie z dzieciństwa, jak do remizy w Sułoszowej przyjechało ruchome kino i na prześcieradle wyświetlili film pt. „Parszywa dwunastka”. To było dla mnie duże wydarzenie kulturalne. Potem jeździłem do Skały na filmy amerykańskie, w wieku 12 lat zobaczyłem „Obcego” Ridleya Scotta i pamiętam, jak w grudniu 81 oglądałem „Czas Apokalipsy” w kinie Kijów. Dalej wszystko tak się potoczyło, że zaciekawiła mnie literatura, ale studiowanie filmu, czytanie o nim, o gwiazdach kina bardziej mi pasowały w latach 80-tych, gdzie trzeba było uciekać od rzeczywistości, a kino przenosiło człowieka w sferę marzeń i odciągało od codziennego koszmaru. Tak się też złożyło, że jako widz w wieku 18 lat trafiłem do krakowskiego kina Mikro, które bardzo mnie zafascynowało. To tam odbywały się ciekawe spotkania „Filmy węgierskie z Janem Nowickim”, „Przegląd Piotra Szulkina” – nagle szare życie stało się lepsze dzięki temu.

Jak dalej wszystko się potoczyło?

W kinie Mikro pracowałem później jako bileter, założyliśmy DKF, układaliśmy program, naradzaliśmy się z Kazimierzem Kutzem. Zrozumiałem, że ten film z ekranu to są żywi ludzie. Anna Dymna, która opowiadała o metodzie reżyserskiej Kutza. I jakoś tak wsiąkłem, a do tego zacząłem jeszcze studiować filmoznawstwo. W 90 roku, gdy miałem 24 lata, pojawiło się radio RMF w Krakowie. Znalazłem się tam ze swoją fascynacją filmem i znajomością angielskiego m.in. z Beatlesów (śmiech) i w taki sposób zaczęła się moja błyskotliwa kariera (śmiech). We wrześniu przyszedłem, nic nie wiedząc o radiu i mediach, a w marcu już czytałem serwis. Film był moim konikiem i na pewno pomógł mi wówczas bo był to mój dodatkowy atut  – „a ten się zna na filmie, to zrobisz wywiad z Preisnerem” (śmiech).

Kiedy zatem pojawiła się telewizja w Pana życiu?

Pierwszy kontakt z telewizją miałem w 91 roku – robiliśmy takie połączenia, relacje z kina Mikro na antenie RMF o 18.00, a w telewizji o 18.20 i to było wow! Później wygłaszałem recenzje filmowe do programu realizowanego w TVP Kraków „Tylko dla orłów”, następnie miałem epizod z Bryanem Scottem w Telewizji Polsat, gdzie robiliśmy „Telepuzzle”. Okazało się, że za te programy, które nagrywamy w Warszawie, zarabiamy tyle, co przez miesiąc pracując w radiu w Krakowie (śmiech).

Co dzisiaj pociąga Pana najbardziej w prowadzeniu programów?

Najważniejsza w życiu jest opowieść... Za chwilę spotykam się z Jerzym Skolimowskim i zarezerwowaliśmy 2 godziny na rozmowę. Jestem z tego powodu bardzo podekscytowany. Zastanawiam się, o co zdołam zapytać, ile on sam zechce mi powiedzieć, w jakim w ogóle będzie nastroju. Kiedy ostatnio zrealizowałem cudowną rozmowę z Beatą Tyszkiewicz, to jestem nią do dziś przepełniony – jej komentarzami, wspomnieniami. Nie jestem wampirem (śmiech), ale korzystam na tym, że spotykam się z takimi ludźmi i że możemy coś razem opowiedzieć.

Czego jeszcze oczekuje Pan od obecnego rynku mediów? Kiedyś wielkim bumem była telewizja, dziś większość działań w tej dziedzinie skupia się w Internecie.

Nagle, niespodziewanie dla samego siebie, okazało się, że jestem dinozaurem, który wolałby, żeby nic się nie zmieniało, a tu nadciąga meteoryt (śmiech). Tak naprawdę nie należę do internetowego pokolenia i raczej do niego nie dołączę. Jednak słowa kultura i kino stanowią klucz bez względu na korzystanie z narzędzi medialnych. Bez względu na fakt, gdzie będziemy oglądać filmy – w telewizji, na tablecie, w zegarku, czy porcjować sobie ulubione seriale. Po „Matrixie” myślałem, że kino powiedziało już wszystko, co miało powiedzieć – świetne efekty, bohater, mądrość, głębia, kamera, a potem James Cameron zrealizował „Avatara” i jakbyśmy nie oceniali, to znowu krok na przód. Kiedy jeździłem do Cannes akredytowało się jakieś 3 tysiące dziennikarzy, a teraz, z tego co wiem, akredytuje się podobno 5 tysięcy, więc to wszystko żyje do tej pory, po 10 – 15 latach. Zatem kino istnieje, tylko nie każdy chce oglądać w nim film. Choć ja tam wolę iść do kina!

Pan również uczestniczył w ważnych momentach polskiej telewizji. Myślę, że idąc tym tropem, niejeden widz wymieni Pana bez zastanowienia jako gospodarza programu „Big Brother”, a który moment z pracy zawodowej w telewizji jak dotąd dla Pana był przełomowy?

Paradoksalnie przełomowa dla mnie była propozycja od Mariusza Waltera, żebym został rzecznikiem prasowym TVN, a nie „Big Brother”. Powiedział tak – Sołtys, no to co? Przyjedziesz tutaj do Warszawy, potrzebuję takiego gościa… Ile teraz masz? No to dostaniesz więcej, kartę kredytową, telefon i… samochód Ci dam, ale nie teraz, bo nie mam (śmiech). – Ja na to, że świetna propozycja! – Od kiedy możesz zacząć? – zapytał Prezes. – Od zaraz – odpowiedziałem. Był 20 marca, więc zacząłem od 1 kwietnia. Musiałem przeorganizować swoje życie, ale zostałem rzecznikiem i znalazłem się w centrum wydarzeń… w Warszawie, w TVN-nie, firmie rodzinnej, nie w korporacji jak teraz. To była zacna sytuacja, bo przez kilka lat mogłem codziennie pracować z Prezesem Walterem. To była Krynica wiedzy dla mnie, czułem się ważną częścią tamtej ekipy, byłem prawie dyrektorem… no i czekałem na to auto (śmiech).

A propos sukcesów. Zasłynął Pan świetnymi wywiadami z gwiazdami. Który z nich szczególnie Pan wspomniana i dlaczego?

Tyle tego było!? W dodatkach do filmu „Kiler” z 97 roku jest mój wywiad z Pazurą i Machulskim w kinie Skarpa. Wyglądam „leszczowato” troszkę (śmiech). Mam zielony mikrofon na kablu zawinięty na ręce, tak jak widziałem to u piosenkarzy w Sopocie (śmiech)… i Pazura jest młody. Moja żona mówi, że nasze dziecko będzie mnie poznawać po głosie z tego materiału (śmiech).

Pozostając w temacie rodziny, proszę powiedzieć, jak zmieniło się Pana życie po narodzinach syna.

Uzyskałem wyraźny drogowskaz. Już wiadomo, że nie będę się plątał po jakiś ścieżkach, zbaczał z nich, skręcał. To daje taki kręgosłup, człowiek staje się odpowiedzialny. Mój syn Stasio w sierpniu skończy roczek. Teraz w lipcu pożegnałem jego dziadka, tatę Zygmunta, więc nastąpiło pewne przejście. Zresztą śmierć ojca i pochówek na wsi pod Krakowem jest przeżyciem bardzo intymnym, głębokim. Zygmunt Sołtysik odszedł, ale młody Stanisław Sołtysik mówi „dziadzia”.

Już jesienią widzowie ponownie zobaczą Pana w „Dzień Dobry TVN”. Czy przyjęcie propozycji prowadzenia programu jest częścią nowej drogi? Czy zgodził się Pan od razu?

Oczywiście! Lubiłem robić ten program i przestałem nie dlatego, że chciałem, a tak się po prostu potoczyło życie. Także teraz to pewnego rodzaju powrót, po za tym to atrakcyjny program – lekki, kolorowy, przyjemny, dobrze doprawiony, jest w nim trochę aktualności, coś z poradnika, zawsze pojawia się w nim interesujący gość, który napędza energetycznie prowadzącego. Jak wiadomo, że o 10.15 przychodzi Krystyna Janda, to o 8.00 już człowiek nie wie, co ma ze sobą zrobić (śmiech). Dodatkowym atutem „Dzień Dobry TVN” według mnie jest fakt, że to program live, na żywo.

Jak wyobraża Pan sobie pracę w parze z Anną Kalczyńską?

Ania jest ułożona, stateczna, poważna, ale ma też swoje poczucie humoru, swoje poglądy. Ja mam małe dziecko, ona ma dzieci, czyli jesteśmy ustabilizowani. Każde z nas posiada własne doświadczenie telewizyjne… jednak nic ponadto nie wiadomo, okaże się 1 września. Nie przećwiczymy tego wcześniej. Ja sam jestem ciekaw!

Co natomiast szczególnie Pana interesuje w zakresie tematycznym „Dzień Dobry TVN”?

Szeroko pojęta kultura społeczna i publicystyka kulturalna, wszystko co jest ciekawe, wartościowe, a w „Dzień Dobry TVN” zawsze są ludzie – wspomniana już Krystyna Janda, Jerzy Stuhr, nawet Edyta Górniak – przecież ona też jest ciekawą osobowością! Gdy pojawiają się akcje społeczne, to również przyjeżdżają fantastyczni ludzie z małych miejscowości w Polsce, robiący świetne rzeczy i oni także są fajni – może bardziej zestresowani studiem, tą kanapą, ale spotkanie z nimi poważnie dowartościowuje prowadzących.

Jak z kolei zrodził się pomysł na scenerię programu „Bagaż osobisty”, który emitowaliśmy również w ITVN Extra?

Ja chciałem porozmawiać z paroma osobami o ich doświadczeniach osobistych. Koncepcja stacji polegała na tym, żeby akcję osadzić w scenerii dworca PKP, w takim chaosie, w przejeździe i w ruchu. To też nadawało ton i klimat temu spotkaniu, danej rozmowie. Z drugiej strony taki program jest oczywistą, normalną robotą telewizyjną – trzeba nagrać, zrobić przerwę obiadową itd. Chodziło na pewno o wyłowienie prawdy. Ten program również mnie dużo kosztował, ale i sporo dał. Żałuję, że zrobiliśmy tylko 16 odcinków. W swoim notesie mam jeszcze z 10 – 15 nazwisk, które zadeklarowały wzięcie udziału. Niestety nie było takiego zamówienia ze strony produkcji.

Na którego z bohaterów szczególnie zwrócił Pan uwagę?

Andrzej Iwan bardzo utkwił mi w pamięci, jego opowieść, bo był moim idolem. Jako nastolatek oglądałem go na stadionie Wisły, widziałem, jak strzelał bramki w meczu z Legią. Reprezentował Polskę, został alkoholikiem i hazardzistą, przepił wszystko… i opowiedział o tym fenomenalnie! Zresztą byłem zauroczony jego książką „Spalony”. Niesamowicie było się z nim spotkać, dość normalnie mówił o swojej przypadłości, że pije, bo naprawdę lubi. Albo inny przykład – Tomek Lipiński, który zdradzał, jak zmaga się ze swoją depresją.

Generalnie w „Bagażu osobistym” porusza Pan bardzo trudne tematy, bo pytanie np. o czyjś nałóg nie należy na pewno do łatwych zadań. Jak przygotowywał się Pan do takich spotkań?

Też znam smak alkoholizmu, hazardu może nie, ale innych różnych nałogów. Miałem kryzys wieku średniego albo nawet dwa, jeden to nawet była stwierdzona depresja, więc jak się ma depresję 2 lata, to jest się również przygotowanym do wysłuchania o depresji – także tak się przygotowywałem, a poza tym makijaż, fryzjer, stylista (śmiech).

Gdy umawialiśmy się na wywiad na nazwę ITVN zareagował Pan bardzo żywiołowo. Jakie są Pana spostrzeżenia na temat Polaków mieszkających za granicą?

Sam byłem polonią! Żyłem pół roku w Chicago w 92. Mieszkałem w „bejsmencie”, pracowałem na budowie. Wziąłem wtedy wolne w RMF i skłamałem Edwardowi Miszczakowi, że wyjeżdżam na miesiąc, a pojechałem na 6 (śmiech). Chicago znam więc z życia codziennego. Fajnie było… ale to zdecydowanie przeszłość. Choć ostatnio w grudniu ubiegłego roku zdarzyła mi się taka podróż. Mój znajomy z radia Polski.FM robił pokazy „Listów do M. 2” pod patronatem ITVN w Chicago dla polonii i poprosił o zapowiedzenie dwóch seansów. Na propozycję zareagowałem więc z wielkim entuzjazmem. Pojechałem i pomogłem mu w organizacji. 4 dni, 2 pokazy, hotel w Chicago, zakupy w GAPie dla Stasia, wypłata w gotówce, Ameryka (śmiech)!

Jakie natomiast ma Pan dalsze plany zawodowe? Jaki projekt chciałby Pan jeszcze zrealizować?

Chciałbym zrobić program podróżniczy, taką encyklopedię telewizyjną Ameryki oraz geografii i kina. Spędzić dużo czasu w Nowym Jorku, a potem pojechać na zachód i w trakcie zbadać plenery, pogadać z ludźmi, pokazać miejsca. Może taki program byłby interesujący dla widzów – Ameryka, life, droga (śmiech).

Razem z widzami ITVN życzymy zatem Panu udanych realizacji programowych! Dziękuję za rozmowę.


Rozmawiała Katarzyna Ceglińska (ITVN)

 

NA PROGRAM „DZIEŃ DOBRY TVN” ZAPRASZAMY DO ITVN OD PONIEDZIAŁKU DO SOBOTY O GODZ. 08.00 (CET – BERLIN, PARYŻ) I NIEDZIELE O GODZ. 08.30 (CET – BERLIN, PARYŻ)  ORAZ OD PONIEDZIAŁKU DO PIĄTKU O GODZ. 7.15 (CDT – CHICAGO) I 8.15 (EDT – NOWY JORK, TORONTO), A W WEEKENDY O GODZ. 8.00 (CDT – CHICAGO) i 9.00 (EDT – NOWY JORK, TORONTO).

Andrzej Sołtysik (ur. 1966) – polski dziennikarz radiowy i telewizyjny, filmoznawca, były rzecznik prasowy stacji TVN. Od 1990r. pracował w radiu RMF FM jako reporter, później prowadził w nim swój pierwszy autorski program o tematyce filmowej: „Świat filmu według Andrzeja Sołtysika”. Przed kamerą zadebiutował w TVP Kraków, gdzie zajmował się magazynem filmowym „Tylko dla orłów”. Następnie w telewizji Polsat był prezenterem „Telepuzzli”. Jesienią 1997 trafił do powstającej telewizji Mariusza Waltera – TVN, z którą związany jest do dziś. Popularność przyniosło mu prowadzenie drugiej i trzeciej edycji programu „Big Brother”. Był również gospodarzem „Multikina” w TVN i „Bagażu osobistego” w TTV, a obecnie realizuje format „Andrzej Sołtysik przedstawia” w TVN Fabuła. W latach 2002-2007 pracował jako rzecznik prasowy grupy TVN. Od września 2007 do grudnia 2012 towarzyszył Magdzie Mołek w weekendowych wydaniach „Dzień Dobry TVN”, a od września 2016 razem z Anną Kalczyńską gości na wizji tego cyklu w dni powszednie.

ANDRZEJ SOŁTYSIK W DZIEŃ DOBRY TVN

ANDRZEJ SOLTYSIK TVN 4.jpg
1 z 6
ANDRZEJ SOLTYSIK TVN 4.jpg
ANDRZEJ SOLTYSIK TVN 3.jpg
2 z 6
ANDRZEJ SOLTYSIK TVN 3.jpg
ANDRZEJ SOLTYSIK TVN 2.jpg
3 z 6
ANDRZEJ SOLTYSIK TVN 2.jpg
DZIEŃ DOBRY TVN EAST NEWS TVN TOMASZ URBANEK.jpg
4 z 6
DZIEŃ DOBRY TVN EAST NEWS TVN TOMASZ URBANEK.jpg
DZIEŃ DOBRY TVN EAST NEWS TVN TOMASZ URBANEK 1.jpg
5 z 6
DZIEŃ DOBRY TVN EAST NEWS TVN TOMASZ URBANEK 1.jpg
ANDRZEJ SOLTYSIK TVN TOMASZ URBANEK.jpg
6 z 6
ANDRZEJ SOLTYSIK TVN TOMASZ URBANEK.jpg
ANDRZEJ SOLTYSIK TVN 3.jpgANDRZEJ SOLTYSIK TVN 2.jpg
+4

SZPITAL
Następny artykuł:

SZPITAL

tvnpix